niedziela, 7 września 2014

Udana niedziela

Hej!

Jest niedziela, więc nadszedł czas na zdjęcie zbiorów. Dziś pora na... breloki. Pewnie to nie wszystkie, ale to były te które mam w swoim pudełku. Jeden mam jeszcze przy kluczach na pewno, a jeden ma Marika.



  • 9 metalowych w pudełkach
  • 6 metalowych bez opakowań
  • 12 plastikowych
  • 7 z żetonem do wózka
  • 3 latarki
  • 4 gumowe
  • 1 drewniany
  • 1 miarka
W sumie 43 sztuki :)


Grono breloków powinno się jeszcze powiększyć. Tak jak dziś powiększyłem kolekcję notesów :)

Wybraliśmy się dziś do Muzeum Wsi Radomskiej na "Święto Chleba". Zwykle impreza zaczynała się o 10, ale do godziny 14-15 pojawiało się niewiele osób. Tym razem byliśmy po 12 i... już było tłumnie. Rodzice mieszkają zaledwie 300 metrów od bramy głównej skansenu i już na parkingu pod blokiem było mało miejsc wolnych. Nie rozumiem po co tam zawsze policja stoi. Ruchu pilnują zaledwie przez może godzinę i zachęcają ludzi, żeby nie wjeżdżali na teren parkingu przy skansenie, tylko żeby zostawiali samochody... Na poboczu drogi. W poprzednich latach przez to robił się tylko mały przesmyk na jeden samochód, bo ludzie ustawiali swoje po obydwu stronach ulicy. W dodatku tego dnia zawsze jest więcej autobusów, żeby mogło więcej osób dojeżdżać, ale ludzie i tak przyjeżdżają samochodami. Całe rodziny to rozumiem, ale jedna lub dwie osoby? Nie można kupić biletu? Osoby z Radomia bo widać po rejestracji, ale przecież wygodniej samochodem. Nawet jeśli stoją 30 minut i kombinują gdzie zaparkować to i tak uważają, że zyskują na tym, że nie jadą autobusem.

Weszliśmy na teren skansenu i pierwsze co zauważyłem (poza sporą liczbą ludzi) były... 2 kartony "Soczku z Doliny Radomki", z którymi już jakiś mężczyzna wychodził :) Wiedziałem już, że na pewno na tej imprezie będzie coś dobrego :D

Straganów było pełno. Miód, pieczywo, wędliny, sztuczne kwiaty, kosmetyki, obrazy, wyszywanki, hafty, towarzystwa ubezpieczeniowe... były nawet 2 punkty gdzie można było zmierzyć ciśnienie krwi. W jednym z nich zmierzyłem poziom cukru. Nigdy nie kontrolowałem tego i nawet nie wiedziałem czego się spodziewać. Jednak wynik 95 podobno jest bardzo dobry, więc nie mam się czego obawiać :) Dobrze wiedzieć ;)
Zobaczyłem namiot ze znanym napisem i kolorami. Poszukałem wzrokiem Pani Moniki, ale nie znalazłem więc odszedłem. Dopiero gdy przechodziliśmy tamtędy drugi raz zobaczyłem jak Pani Monika filmuje kolejki do stoiska :) Nie chciałem przeszkadzać i czekałem na zakończenie, ale i tak chyba przerwałem. Po kilku minutach przedstawiłem się i podziękowałem osobiście za możliwość spróbowania tak pysznych soków. Porozmawialiśmy trochę i przy okazji dowiedziałem się, że nowe smaki o których pisałem (truskawkowy, czerwona i czarna porzeczka) są niejako eksperymentem ze smakami :) Pani Monika powiedziała, że zrobili ich sporo i myśleli, że powinno tyle wystarczyć, ale rozeszły się bardzo szybko. No nie dziwię się :)  Takie soki długo nie mogą pozostać na miejscu :D Na stoisku można było kupić soki, ale i spróbować. Pani Monika zaproponowała nam najnowszy smak: jabłko-aronia. Dostaliśmy po kubku soku, podziękowaliśmy, obiecaliśmy przyjechać w najbliższym wolnym czasie po partię soków i jabłek, pożegnaliśmy się i ruszyliśmy dalej. Pijąc soki oczywiście :) Był przepyszny! Wiecie jak smakuje sok z aronii? Jest cierpki w smaku. Pasuje do herbaty, lub można z niego zrobić nalewkę. Sam jednak nie będzie tak smakował przez swój specyficzny smak. Zmieszany z sokiem jabłkowym jest świetny! Piłem go ponad pół godziny delektując się tym słodziutkim i orzeźwiającym smakiem :) W październiku wybierzemy się do Gospodarstwa Sadowniczego MB i kupimy partię soków i przynajmniej skrzynkę jabłek :) Na razie nie możemy bo Marika wszystkie soboty ma zajęte pracą. Jak kupię sok jabłkowo-aroniowy i go sobie na spokojnie w domu wypiję to napiszę recenzję :) Na razie mogę prawie na świeżo (minęło już kilka godzin) powiedzieć o nich, że... nie mam pojęcia który sok jest tym najlepszym :D Każdy jest przepyszny :) Najdłużej piliśmy truskawkowy, ale to nie znaczy, ze był gorszy. Był świetny ale był tak sycący, że starczył na dłużej :) Taki fenomen ;) No i dzisiejsza degustacja soku zbiegła się w czasie z tym, że dziś nalałem sobie do szklanki ostatnie krople soku jabłkowego, który jeszcze miałem w lodówce :( Teraz przez miesiąc będę pił wodę mineralną...

Aaaa i jeszcze coś :) Pani Monika ma bardzo sympatycznego synka :D Gdy rozmawialiśmy podszedł do nas i nie znając nas (no bo skąd) od razu chciał nas poczęstować czipsami :D Bardzo fajny :)

Napisałem o tych notesach już kilkanaście zdań wcześniej i do tej pory nic więcej nie napisałem. W punkcie informacji o funduszach europejskich zobaczyłem najpierw duże notesy więc podszedłem. Chwilę porozmawialiśmy i dostaliśmy 3 duże notesy (A4), 3 metalowe długopisy, 2 teczki i trochę ulotek i informatorów. Mama wzięła jeden długopis i notes, przyda jej się w pracy.


Przed godziną 16 zbieraliśmy się do wyjścia. To właśnie pora gdy przyjeżdża najwięcej osób. Już po obiedzie na spokojnie starają się przecisnąć przez kolejkę do kas :D Zawsze tak jest. Wracaliśmy z zakupionym chlebem, wędliną i miodem i przy kasach zobaczyliśmy wielkie kolejki. Trzeba było w nich spędzić pewnie ze 20 minut, żeby znaleźć się przy okienku. Dlatego z takich imprez najlepiej wyjść ok godziny 16 :D Wtedy gdy po obiedzie przyjeżdża najwięcej osób :D

Z tej wycieczki mam zdjęcie jak siedzimy z Mariką na ciągniku SAM (samoróbka) ale z wyraźnego nakazu Ukochanej ("Ani mi się waż!") go nie opublikuję :P

Ale się rozpisałem... A miał to być krótki post :P

3 komentarze:

  1. Pokaźna kolekcja ;)
    Zapraszam do ponownej obserwacji :)
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie spędziliście dzień. U Nas wszyscu chorzy i siedzimy w domu

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)
Jeśli jesteś chętny/na na wymianę adresów to zapraszam do skorzystania z formularza. Na pewno się dogadamy